Herb Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej; źródło: EAST NEWS

Dziś poruszę temat pewnego tworu, a właściwie fenomenu, który może być uznany za pierwszą korporację w dziejach świata. I to nie byle jaką, gdyż posiadającą własną armię, flotę, administrację i władzę nad rozległym terenem Indii Brytyjskich oraz, oczywiście, duże wpływy w angielskim parlamencie. Miała ona zasięg globalny. Dziś moglibyśmy ją porównać do takich gigantów jak Amazon, Apple czy Google. Mam na myśli Brytyjską Kompanię Wschodnioindyjską.

Została ona powołana do życia przez angielską królową Elżbietę I 31 grudnia 1600 roku na prośbę kupców, którzy chcieli zorganizować wyprawę do Indii Wschodnich. Przywilej monarchini dawał monopol na handel na wschód od Przylądka Dobrej Nadziei, aż do Cieśniny Magellana. Kupcy ci założyli towarzystwo handlowe, które nazwali Kompanią Wschodnioindyjską. W swoim herbie miała ona dwa smoki trzymające tarczę, na której przedstawione były 3 żaglowce oraz 2 lilie, 2 lwy i 2 róże. Całość zawierała jeszcze 2 inskrypcje: Deus indicat (Bóg wskazuje drogę) i Deoducente – nil nocet (Gdy Bóg prowadzi – nic nie jest straszne).

Indie Brytyjskie; źródło: Marek Sobczak/Polityka

Pierwsza wyprawa na Wschód, składająca się z 4 statków, miała miejsce już rok później. Było to przedsięwzięcie ryzykowne z wielu względów. W końcu statki mogły zatonąć w wyniku burzy,  zostać napadnięte przez piratów bądź spalone przez miejscowe ludy lub plemiona, a nade wszystko być zatopione przez Portugalczyków, Hiszpanów i Holendrów, którzy wówczas dominowali w tamtych rejonach świata i nie chcieli konkurencji. To wszystko mogło spowodować trudności w uzyskaniu wsparcia pieniężnego, które było niezbędne do rozpoczęcia jakiejkolwiek działalności. Rozwiązaniem okazało się ustanowienie spółki handlowej, której akcjami można było handlować na wolnym rynku. Dla bezpieczeństwa inwestorów, a więc także dla ustanowienia stałego, stabilnego finansowania, stworzono spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Także wtedy wymyślono kontrakty terminowe, zakup opcji i krótką sprzedaż, a więc podstawowe narzędzia używane na giełdach całego świata również w dzisiejszych czasach. Te instrumenty stworzono dla potrzeb spekulacji giełdowych, a więc jeszcze jednego źródła zapewniającego spółce płynność finansową.

Pomimo tych wszystkich zabiegów przez pierwsze 100 lat biznes rozwijał się niezwykle wolno. Po upływie wieku od chwili powstania korporacja zatrudniała na stałe zaledwie 35 osób.

Londyńska siedziba Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej; źródło: domena publiczna

Początkowo kompania opierała się na wyprawach kupieckich, jednak z czasem postawiła na tworzenie faktorii handlowych, które szybko stały się dużymi, tętniącymi życiem miastami. W taki właśnie sposób narodziły się: Kalkuta (założona w 1690 r.), Bombaj (wydzierżawiony 1668 r.) czy Singapur (wydzierżawiony w 1819 r.). Do ich ochrony zatrudniano miejscowych, którzy stali się zalążkiem późniejszej armii tej korporacji.

Faktorie zakładano też w Chinach i Japonii, choć w przypadku tego drugiego kraju były one tylko czasowe, gdyż nie udało się zadzierzgnąć trwałych relacji handlowych.

Najważniejsze pozostały jednak Indie. To stamtąd przywożono m.in. goździki, cynamon, pieprz, cukier, jedwabne i bawełniane materiały, dywany, żywicę benzoesową, ambrę, złoto i srebro. Brytyjczycy oferowali w zamian angielskie sukno, wyroby cynowe, żelazo, ołów, szkło i broń.

Wyspiarze byli jednak tylko jednym z wielu graczy w tamtym rejonie i nic nie wskazywało na rychłą zmianę tego stanu rzeczy. Z upływem kolejnych lat los zaczął się jednak uśmiechać do kompanii.

Bitwa pod Suvali; źródło: domena publiczna

W 1612 r. jej okręty starły się z Portugalczykami w bitwie pod Suvali (w pobliżu wybrzeża Gujaratu w Indiach). Była to w sumie drobna potyczka (po 4 jednostki pływające z każdej strony), w której górą byli Brytyjczycy. Zrobiło to takie wrażenie na miejscowych, że ci, na czele z władcą państwa Wielkich Mogołów, postanowili nadać zwycięzcom wielkie przywileje handlowe. Tym samym jeden groźny konkurent został wyeliminowany. Przez dwa wieki (XVII i XVIII) toczyły się wojny z Holendrami, też ostatecznie zwycięskie dla Anglików. W efekcie wzrosła pozycja gospodarcza i militarna Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Imponowała zwłaszcza flota. Okręty spółki nie tylko przewoziły towary, ale zwalczały jednostki krajów wrogich koronie brytyjskiej i jej interesom. W angielskiej stoczni w Deptford powstawały na zamówienie nowoczesne statki, budzące strach wrogów i respekt na wodach Dalekiego Wschodu.

Zmagania miały miejsce nie tylko na morzach i oceanach, ale też na lądzie.

Przełomowa w dziejach kompanii była bitwa lądowa pod Palasi (1756 r.). Brytyjczykom udało się pokonać połączone wojska francusko-hinduskie. Miało to brzemienne (i niezwykle korzystne dla spółki) skutki, gdyż władca Bengalu przyznał im prawo ściągania podatków w jego państwie, ustanawiając brytyjską korporację de facto władcą tych terenów na ponad 100 lat. Tym samym działalność handlowa została zastąpiona przez aktywność polityczną, a magazyny towarów zaczęły teraz służyć jako arsenały dla 200-tysięcznej prywatnej armii, która stała się dwukrotnie liczniejsza od sił korony brytyjskiej.

Bitwa pod Palasi; źródło: Francis Hayman/domena publiczna

To także okres silnego lobbowania na swoją rzecz w parlamencie brytyjskim. O skuteczności owego lobbingu może świadczyć m.in. to, że przeforsowano przywilej ściągania podatków w Indiach przez kompanię, a nie państwo. W efekcie przychody z tego tytułu stały się własnością spółki, a nie królestwa. To najlepszy przykład na to, jak korporacje korumpują ustawodawców, co zauważył wybitny XVIII-wieczny filozof, mąż stanu i klasyk myśli konserwatywnej Edmund Burke. Trudno się z nim nie zgodzić – w końcu w pewnym okresie co trzeci członek Izby Gmin dysponował znaczną ilością pakietów akcji spółki. Tym samym był żywotnie zainteresowany dobrą kondycją korporacji, gdyż bez tego mógłby nie dostać dywidendy. Kolejną brudną zagrywką było zatrudnianie ważnych polityków na eksponowanych stanowiskach.

Kompania nie zamierzała poprzestawać na Indiach i zaczęła podporządkowywać kolejne tereny: dzisiejszego Pakistanu, Bangladeszu, Mjanmy (Birmy), Indonezji i Nepalu. Realizowała podboje zgodnie ze starożytną maksymą: „dziel i rządź” – skłócała ze sobą sąsiadujące państwa i królestwa, doprowadzała do wojny między nimi i wspomagała jedną stronę. Po spodziewanym zwycięstwie (a nie mogło być inaczej, skoro sojusznika wspierały doskonałe wojska spółki) to właśnie Brytyjczycy przejmowali faktyczną kontrolę nad terenami obu państw, choć, trzeba przyznać, często robili to w białych rękawiczkach. Wymuszali dla siebie ogromne prerogatywy od lokalnych władców, którzy formalnie nadal rządzili swoimi terenami, ale w praktyce ster władzy dzierżyła korporacja. Normą było też pozostawianie miejscowej arystokracji. Znacznie zmniejszało to ryzyko buntu na tych terenach, które przecież były bardzo często w sposób brutalny drenowane przez Brytyjczyków ze wszystkich swoich bogactw. Kolejną żelazną regułą było też to, że wszyscy wyżsi urzędnicy i oficerowie musieli pochodzić z Wysp Brytyjskich.

Żona brytyjskiego oficera, indyjska miniatura z końca XVIII w.; źródło: BEW

Działania spółki przysporzyły jej wielu wrogów nie tylko na zajmowanych terenach, ale także w ojczyźnie. Dopóki jednak korporacja była silnie sprzężona z monarchią i realizowała cele władców Wielkiej Brytanii, nic nie można było jej zrobić. Dzięki dostawom saletry (niezbędnego składnika prochu strzelniczego) była też mocno związana z brytyjskim wojskiem. Mimo to państwo kilkukrotnie próbowało ujarzmić korporację, która stawała się zbyt potężna i mogła chcieć się uniezależnić i prowadzić własną politykę. Niestety wszystkie próby spaliły na panewce. Gdy korona brytyjska założyła konkurencyjną firmę, to szybko została ona wykupiona przez kompanię i w krótkim czasie włączona do niej.

W końcu jednak w 1773 r. udało się poddać spółkę kontroli państwa, choć ceną za to było przyznanie korporacji monopolu na handel z Indiami i Chinami, potwierdzenie jej zdobyczy terytorialnych w Indiach oraz nadanie prawa do wypowiadania wojen i zawierania pokojów. Formalnie wszystko to kompania robiła w imieniu korony brytyjskiej.

Tym samym brytyjska spółka zaczęła tworzyć „wielką historię” i  to w bardzo dosłownym sensie. Jej lobbing w brytyjskim parlamencie spowodował zdjęcie cła z indyjskiej herbaty, co oburzyło kolonistów amerykańskich i doszło do incydentu znanego jako „herbatka bostońska”. Było to preludium do wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych… Wszystkich tych, którzy chcieliby dowiedzieć się o roli Polaków w uzyskaniu przez Stany Zjednoczone Ameryki Północnej niepodległości zapraszam do zapoznania się z moim wpisem poświęconym właśnie temu tematowi.

Także Chiny zapamiętały na długo działania brytyjskiej korporacji, która za jedwab, herbatę i porcelanę zaczęła płacić opium, powodując katastrofę społeczną (plagę narkomanii). Brak zgody dworu cesarskiego na tego typu praktyki doprowadził do tzw. wojen opiumowych, w efekcie których pokonane Państwo Środka dostało się na niemal sto lat pod wpływy zachodnich mocarstw.

Jednakże nic nie trwa wiecznie, więc i tego typu korporacyjne eldorado nie mogło ciągnąć się w nieskończoność. O charakterze rządów tej korporacji na podbitych terenach najlepiej świadczy to, że do słownika angielszczyzny na stałe weszło „loot” – słowo wywodzące się z języka hindi, oznaczające rabunek, łup, grabież. To tego rodzaju polityka doprowadziła w Bengalu do klęski głodu (1770 r.), która spowodowała śmierć kilku milionów rdzennych mieszkańców. Kompania, zamiast pomóc, zdecydowała się na podniesienie podatków! Ta tragiczna sytuacja zakończyła się jednak gwałtownym spadkiem przychodów podatkowych. Dalej nastąpiło coś, co można porównać do efektu kuli śnieżnej, gdyż w Europie pękła bańka spekulacyjna związana z akcjami spółki, które miały rosnąć bez końca i zapewniać obfite zyski.

Korporacja wpadła w olbrzymie długi – w sumie z podatkami do zapłaty było około 2,5 miliona funtów. Oczywiście spółka nie była w stanie ich spłacić. Spowodowało to upadek wielu europejskich banków zaangażowanych w handel z Indiami. Sama kompania była „zbyt duża, aby móc upaść”, więc szantażem wymusiła wsparcie finansowe od korony brytyjskiej. Na marginesie warto zaznaczyć, że ten manewr jest używany przez korporacje i wielkie banki także i dziś. Oczywiście zawsze na zgubę danego rządu, państwa i jego obywateli.

Monety bite przez Brytyjską Kompanię Wschodnioindyjską; źródło: BEW

Niemniej czara goryczy została przelana i dobre czasy powoli zaczęły odchodzić w niepamięć. Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska zaczęła stopniowo tracić przywileje:

– w 1813 r. parlament cofnął jej monopol na handel z Indiami (z wyjątkiem herbaty);

– w 1833 r. przestała być monopolistą nie tylko w Indiach, ale też w Chinach; ponadto musiała się też zgodzić na zwiększenie roli Hindusów w administracji i armii;

– w 1835 r. została zobowiązana do inwestowania części zysku w edukację i literaturę w Indiach;

– w 1853 r. stanowiska urzędnicze zaczęły podlegać otwartym konkursom, więc nie można już było korumpować nimi polityków i innych przydatnych spółce ludzi.

Gwoździem do trumny było jednak powstanie sipajów (hinduskich żołnierzy służących w armii kompanii) wywołane w 1857 r. Powód może wydawać się nam dziś niezmiernie błahy, gdyż poszło o tłuszcz zwierzęcy, którego musieli używać żołnierze, aby móc wystrzelić z broni palnej. Była to jednak nieakceptowalna praktyka zarówno dla hinduistów (tłuszcz świętych krów), jak i dla muzułmanów (tłuszcz świń). Spółka zdawała się nie rozumieć wagi tej kwestii i zignorowała ją, czym pogorszyła tylko swoją sytuację. Powstanie trwało ponad rok, było krwawe i choć zakończyło się zwycięstwem spółki, to paradoksalnie spowodowało jej upadek. W 1858 r. Wielka Brytania podporządkowała sobie Indie oraz przejęła urzędników i armię kompanii. W 1859 r. w Allahabadzie ogłoszono nacjonalizację spółki, zaś 3 lata później zburzono East India House w Londynie, symbol potęgi znienawidzonej powszechnie firmy. Ostatnia dywidenda została wypłacona w 1873 r.

Hinduscy żołnierze Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej; źródło: AKG/EAST NEWS

Spółka przetrwała w szczątkowej formie do 1874 r., gdy została oficjalnie rozwiązana.

Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska uosabia do dnia dzisiejszego wszystko to, co najgorsze w XIX-wiecznym zachodnim kolonializmie i imperializmie. Tak jest postrzegana przez popkulturę – w końcu to m.in. z nią walczył kapitan Jack Sparrow znany z serii kultowych filmów Piraci z Karaibów.

Jednakże rola tej korporacji nie była i nie jest jednoznacznie negatywna. W końcu przyczyniła się ona do odkryć geograficznych, założenia wielu miast czy rozwoju międzynarodowego biznesu.

Była jedną z pierwszych na świecie spółek akcyjnych z prawdziwego zdarzenia. Handlując akcjami w sformalizowany sposób, przyczyniła się do powstania dzisiejszych giełd papierów wartościowych. Akcjonariusze odpowiadali tylko do wysokości udziałów, co stanowi dziś jeden z fundamentów spółek kapitałowych. Jej działający na styku biznesu i polityki agenci mogą nosić miano pierwszych profesjonalnych lobbystów.

Flaga Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej; źródło: domena publiczna

Jest też także poprzedniczką dzisiejszych wielkich korporacji o znaczeniu globalnym, takich jak m.in. Google, Microsoft, Apple, Meta (dawniej Facebook), Amazon, Tesla, Alphabet, Saudi Aramco. W tym miejscu wszyscy powinniśmy zadać sobie pytanie, jaki jest wpływ na dzisiejszy świat wspomnianych firm? Czy mają one na względzie dobro człowieka? Czy ich działania przynoszą światu więcej dobrego czy złego? Czy mają wpływ na światowe rządy? Czy mogą stać za wojnami lub chociaż czerpać z nich zyski? Pisząc wprost: ile w powyższych korporacjach jest z Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, w jakim stopniu są one jej spadkobiercami? Tego typu pytania i wątpliwości można mnożyć w nieskończoność. Ważne jest jednak to, aby być świadomym czyhających na nas zagrożeń ze strony globalnych korporacji oraz bez przerwy patrzeć im na ręce.

Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska to fascynujący temat. Zachęcam wszystkich głodnych dalszej wiedzy do zapoznania się z pozycją Williama Dalrymple’a pt. Anarchia, która jest poświęcona właśnie dziejom tej pierwszej światowej korporacji. Pokazuje także źródła dzisiejszego antyokcydentalizmu na terenie państw Dalekiego Wschodu.

Okładka książki Williama Dalrymple’a Anarchia; źródło: materiały prasowe


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *