Po przegraniu kampanii wrześniowej Polska znalazła się w tragicznym położeniu. Nasze państwo przestało istnieć, zaś jego terytorium zostało podzielone pomiędzy okupantów: niemiecką III Rzeszę i ZSRR. Te traumatyczne wydarzenia nie zabiły jednak woli walki w Narodzie. Już 27 września 1939 roku została utworzona Służba Zwycięstwu Polski, która stała się zalążkiem Państwa Podziemnego. Następnie została przemianowana w 1940 roku na związek Walki Zbrojnej, ten zaś ostatecznie rozkazem Naczelnego Wodza generała broni Władysława Sikorskiego z 14 lutego 1942 roku zmienił się w Armię Krajową, której chcę poświęcić ten krótki wpis.

Rozkaz przekazany na ręce generała Stefana Grota Roweckiego brzmiał dosłownie:

Dnia 14 lutego 1942

Kalina

W ślad za moim rozkazem I.2926 z dnia 3 IX 1941

1. Znoszę dla użytku zewnętrznego nazwę ZWZ – wszyscy żołnierze w czynnej służbie wojskowej w kraju stanowią „Armię Krajową” podległą Panu Generałowi, jako jej dowódcy

2. Stanowisko Pana Generała nosi nazwę Dowódcy Armii Krajowej (…)

Naczelny wódz

Sikorski

Generał broni

Przemianowanie ZWZ na Armię Krajową miało wymiar zarówno  propagandowy, jak i prestiżowy, miało pokazać światu, że na terenie Polski toczy się walka, trwają działania dywersyjne i przygotowania do wielkiej akcji zbrojnej. Powstanie Warszawskie wpisywało się też w ten propagandowy wymiar. Warto w tym miejscu wspomnieć o państwie podziemnym funkcjonującym w realiach powstania styczniowego (przy okazji zachęcam do zapoznania się z moim wpisem poświęconym temu właśnie zrywowi). Miało ono własną administrację, flagę, godło, herb, pocztę, pobierało rekrutów, ściągało podatki, a także posiadało własną egzekutywę w postaci „sztyletników” (ochraniających urzędników administracyjnych). Do tych właśnie tradycji nawiązywała AK. Byli tego świadomi także Niemcy. Przejęli oni zbiory warszawskiego archiwum kontrwywiadu (i przeszukali je pod kątem działalności państwa podziemnego czasu powstania styczniowego), których „dziwnym trafem” zapomniano ewakuować ze stolicy…

Centralne Archiwum Wojskowe w Forcie Legionów, Warszawa 1931 r.; źródło: NAC

W skład Armii Krajowej weszło wiele mniejszych organizacji np.:

– Konfederacja Narodu,

– Narodowe Siły Zbrojne,

– Narodowa Organizacja Wojskowa ( SN )

– Unia ( SP )

Komendanci Armii Krajowej:

W wykazie umieszczono też dowódców poprzedniczek Armii Krajowej i dowódcę Służby Zwycięstwa Polski i Komendanta Związku Walki Zbrojnej.

Komendant AK podlegał Naczelnemu Wodzowi oraz był w zależności politycznej od Delegata Rządu. Funkcję Komendanta Głównego AK pełnili:

Gen. dyw. Michał Tokarzewski – Karaszewicz (pseudonim: Torwid)

Gen. broni Kazimierz Sosnkowski (pseudonim: Godziemba)

Gen. dyw. Stefan Rowecki (pseudonim: Grot)

Gen. dyw. Tadeusz Komorowski (pseudonim: Bór)

Gen. bryg. Leopold Okulicki (pseudonim: Niedźwiadek)

Dla koordynowania działalności dywersyjnej powołane zostało Kierownictwo Dywersji (Kedyw) Komendy Głównej AK. Na początku 1944 roku Komendzie Głównej AK podlegały 4 obszary: białostocki, lwowski, zachodni i warszawski oraz 8 samodzielnych okręgów: Warszawa-Miasto, Kielce, Łódź, Kraków, Śląsk, Lublin, Wilno i Wołyń.

Armia Krajowa posiadała rozbudowaną, ale pomimo tego bardzo sprawną strukturę organizacyjną. Wydzielone struktury  to:

– Związek Odwetu powstały 20 kwietnia 1940 r. z dowódcą mjr. Franciszkiem Niepokólczyckim ps. „Teodor”;

– w sierpniu 1941 r. powołano specjalną organizację WACHLARZ pod dowództwem ppłk. Jana Włodarkiewicza ps. „JAN”

–  w maju 1942 r. powołano Organizację Specjalną Akcji Bojowych (Osa) pod dowództwem ppłk Józefa Szajewskiego ps. „ Philips ”

– w czerwcu 1943 roku jednostka bojowa „Agat”; jej dowódcą został cichociemny kpt. Adam Borys ps. „Pług”; była to 3 kompania batalionu „Zośka”.

Agat został przeznaczony do zadań specjalnych. Ponieważ osoba Adama Borysa jest niezwykle interesująca, poświęcę mu parę słów.

Kpt. Adam Borys, bardzo dobrze wykształcony przedwojenny oficer rezerwy, po klęsce wrześniowej znalazł się w Wielkiej Brytanii, a następnie został przerzucony do Polski i trafił do Kedywu Armii Krajowej jako zastępca dowódcy majora Jana Kiwerskiego, który jest związany z moim regionem (Zakrzówkiem). Jan Kiwerski był synem lekarza Władysława Kiwerskiego praktykującego w naszym regionie. W grudniu 1944 roku dostał nominację na stanowisko szefa Sztabu Okręgu Wołyń, a następnie 18 lutego 1944 r. został dowódcą 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK i tam (18 kwietnia w południe) poległ tragicznie w rejonie Chutor Dobry Kraj w zasadzce przygotowanej przez oprawców, których do dziś nie udało się zidentyfikować. Część historyków oskarża o to Sowietów. Ja jednak myślę, że „palce mogła w tym maczać” też UPA. Na temat generała Jana Kiwerskiego postaram się napisać oddzielny artykuł.

Jan Wojciech Kiwerski „Oliwa” w stopniu porucznika (przed 1937 r.); źródło: domena publiczna

Dodam jeszcze, że powstała w 2011 roku z inicjatywy generała dywizji Bogusława Packa, Jednostka Wojskowa AGAT (jej pierwszym dowódcą był pułkownik Sławomir Berdychowski) swoją nazwą nawiązuje właśnie do jednostki bojowej Armii Krajowej.

Największymi operacjami militarnymi AK była akcja „Burza” i powstanie warszawskie (zapraszam do zapoznania się z jednym z moich wcześniejszych wpisów, który traktował o upadku tegoż powstania). Zanim jednak do tego doszło, to AK wielokrotnie dawała się we znaki okupantowi niemieckiemu.

Jedną z jej najsłynniejszych akcji był tzw. napad na Końskie. Miasto to zostało opanowane 1 września 1943 r. przez 70 partyzantów pod dowództwem cichociemnego ppor. Waldemara Szwieca „Robota”. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że stacjonowało tam wówczas 1,8 tys. Niemców. My nie ponieśliśmy żadnych strat, za to strona niemiecka straciła kilku żandarmów. W efekcie Końskie zostało przez nich nazwane „Banditenstadt” – „bandyckie miasto”. Miano to było nadawane obszarom, na których Niemcy mieli największe problemy z polskim podziemiem. Akcja zakończyła się pełnym sukcesem i podbudowała morale mieszkających na tych terenach Polaków.

Pomnik Partyzantom na cmentarzu w Końskich. Spoczywa tam między innymi Waldemar Szwiec „Robot”; źródło: bonczek_hydroforgroup/CC BY-SA 2.0

Warto zapamiętać też datę 20 kwietnia 1943 roku, gdyż wtedy miała miejsce pierwsza akcja AK mająca na celu zgładzenie niemieckiego dygnitarza. Wytypowany został Friedrich Wilhelm Krüger, który pełnił od 4 października 1939 roku funkcję wyższego dowódcy SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie. Miał na swoim koncie olbrzymią ilość ofiar, czym „zasłużył sobie” na  drugie miejsce (tuż za swym pryncypałem Hansem Frankiem) na liście nazistów do zlikwidowania przez nasze podziemie. Atak został dokonany w niemieckiej dzielnicy Krakowa m.in. po to, aby pokazać okupantowi, że nigdzie nie może czuć się bezpiecznie. Samochód z nazistowskim dygnitarzem został obrzucony granatami („filipinkami”), które poważnie go raniły. Niestety akowscy egzekutorzy nie mieli broni maszynowej pozwalającej na dobicie zbrodniarza i szybko musieli się wycofać. Krüger przeżył, ale zakładany efekt propagandowy został osiągnięty.

SS-Obergruppenfuhrer Friedrich Wilhelm Krüger na zdjęciu z grudnia 1939 roku; źródło: domena publiczna

Jednakże dzieje AK to nie samo pasmo zwycięstw. Były też spektakularne wpadki. Jedną z najbardziej dotkliwych była tzw. wielka wsypa w kościele św. Aleksandra na pl. Trzech Krzyży w Warszawie (5 czerwca 1943 roku). Zakończyła się ona pojmaniem przez nazistów 89 członków elitarnego oddziału Kedywu Armii Krajowej „Osa”-„Kosa”. Żołnierze niemieccy otoczyli świątynię w chwili, gdy jeden z członków oddziału brał ślub. Polacy kompletnie się tego nie spodziewali i nie stawiali żadnego oporu.

Kościół św. Aleksandra w Warszawie (wygląd przedwojenny), miejsce aresztowania żołnierzy oddziału „Osa”-„Kosa 30”; źródło: domena publiczna

Siły były tak duże, że zgromadzeni w kościele nie mieli szans na wymknięcie się z pułapki. Niemcy zatrzymali w sumie 89 osób. Wszyscy zostali przewiezieni do więzienia na „Pawiaku”. Wśród aresztowanych było 25 żołnierzy „Osy”-”Kosy 30”. Po wstępnych przesłuchaniach 56 aresztantów zostało zatrzymanych w celach, pozostali zostali zwolnieni. Pewna część zatrzymanych została ostatecznie rozstrzelana. Pod koniec lipca 1943 roku w obliczu dekonspiracji i rozbicia oddziału, dowództwo Armii Krajowej podjęło decyzję o rozwiązaniu oddziału. Był to wielki cios zadany Polskiemu Państwu Podziemnemu przez nazistów.

Ludwik Kalkstein, Blanka Kaczorowska, Eugeniusz Świerczewski – zdrajcy, którzy wydali gen. Grota-Roweckiego;  Foto: Wikimedia Commons/dp / źródło: PolskieRadio24.pl

Chociaż nie ma stuprocentowej pewności co do tego,  kto zdradził, to wiele poszlak wskazuje na donosicieli w szeregach AK: grupę Ludwika Kalksteina. Kalkstein został pojmany przez Gestapo w kwietniu 1942 roku i złamał się w wyniku tortur. Poszedł na współpracę z okupantem. Do swej siatki wciągnął ówczesną kochankę Blankę Kaczorowską oraz szwagra Eugeniusza Świerczewskiego. Jednak największym przewinieniem wspomnianej trójki jest zdradzenie Niemcom miejsca pobytu generała Stefana Grota-Roweckiego, ówczesnego Komendanta Głównego AK. Doszło do tego 30 czerwca 1943 roku. Generał już wcześniej obawiał się denuncjacji i planował ukryć się na jakiś czas, tak aby zniknąć Niemcom z oczu, ale nie zdążył. Miejsce jego pobytu wskazał im Eugeniusz Świerczewski. Pojmanie Grota-Roweckiego było największym sukcesem szefa SD i policji dystryktu warszawskiego Ludwiga Hahna i Ericha Mertena, szefa warszawskiej komórki kontrwywiadowczej Gestapo. Grot-Rowecki ostatecznie trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, w którym był niezwykle ważnym więźniem honorowym. Ostatecznie został jednak zamordowany w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku, w reakcji na wieść o wybuchu powstania warszawskiego.

Wywiad AK wykrył zdrajców i przystąpił do ich likwidacji. Świerczewski został osądzony i powieszony, Kaczorowskiej darowano życie ze względu na zaawansowaną ciążę, a Kalksteinowi udało się skutecznie ukryć (zmarł dopiero w 1994 roku).

Być może największą klęską jest wywołanie przez AK powstania warszawskiego. Jest to temat kontrowersyjny, którym jednak nie zamierzam się dzisiaj zajmować. Napiszę tylko o tzw. „12 przykazaniach powstańca warszawskiego”, które powstały w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku. Powstańcom nie udało się odnieść przekonującego zwycięstwa, a Niemcy szykowali się do kontruderzenia. Mając to na uwadze, oficerowie stworzyli następujący „dekalog”:

1. Walczyć do upadłego,
2. Trzymać się ściśle wyznaczonych zadań,
3. Oszczędzać amunicję,
4. Strzelać do jasno określonego celu,
5. W stosunku do czołgów i aut pancernych używać butelek i granatów,
6. Nerwy trzymać zawsze na wodzy,
7. Poważnie traktować tylko wiadomości pochodzące z pewnych źródeł,
8. Zwalczać plotkarstwo,
9. Być zawsze w pogotowiu, lecz oszczędnie gospodarować własnymi siłami,
10. Ciężary i obowiązki rozkładać równomiernie na wszystkich,
11. Czuwać nad bezpieczeństwem własnego otoczenia,
12. Przestrzegać w ramach możliwości zasad higieny i porządku.

Dowództwo Armii Krajowej wiele wymagało od młodych powstańców. Na zdjęciu żołnierze Batalionu „Zośka”; źródło: Jerzy Tomaszewski/domena publiczna

W tym miejscu warto wspomnieć o łączniczkach AK. Wykonywały niezwykle niebezpieczną, a przy tym niewdzięczną pracę, gdyż nie były one doceniane przez dowództwo. Ryzykowały swoim życiem, zawsze miały ze sobą truciznę na wypadek wpadki, nie miały prawa bez zgody zmienić swojego miejsca pobytu. Tak pisze o tym Jan Karski w swojej słynnej książce Tajne państwo :

Prywatne mieszkania łączniczek nierzadko przekazywano do dyspozycji ruchu podziemnego. Łączniczce nie wolno było się ulotnić, musiała przebywać tam,gdzie łatwo ją było odszukać i bez zezwolenia nie mogła zmieniać nazwiska czy adresu.

Pomnik Łączniczek Armii Krajowej w Józefowie; źródło: Hiuppo/CC BY 3.0

(…)wbrew rozpowszechnionej na całym świecie opinii, iż kobiety są gadatliwe i niedyskretne, to moje własne doświadczenia skłoniły mnie do przekonania, że kobiety na ogół sprawdzają się w konspiracji lepiej od mężczyzn.

Wprawdzie z pewnymi rzeczami nie radzą sobie tak dobrze, ale nadrabiają ważniejszymi zaletami, niezbędnymi osobom działającym w ruchu podziemnym.

Szybciej dostrzegają niebezpieczeństwo, za to rzadziej niż mężczyźni przejawiały skłonność do chowania głowy w piasek. Niewątpliwie lepiej wtapiają się w otoczenie i zasadniczo odznaczają się większą ostrożnością, dyskrecją i zdrowym rozsądkiem. Przeciętna kobieta, która angażuje się w sekretne działania polityczne, wykazuje znacznie większy „zmysł konspiracyjny” w porównaniu z typowym mężczyzną.

Jan Karski; źródło: Lilly M/CC BY-SA 3.0

Takie były realia tej niebezpiecznej wojny.

Niszczyły one ludzi psychicznie i fizycznie. W takich warunkach niezwykle trudno jest zachować pełnię człowieczeństwa oraz zdrowy rozsądek i niezmącony umysł. Świadczą o tym wspomnienia wielu osób, które przeżyły wojnę. Pomijam tutaj powojenne losy akowców, którzy byli niejednokrotnie brutalnie torturowani przez UB i przez wiele lat więzieni w komunistycznych kazamatach. Sama zaś Armia Krajowa stała się w propagandzie komunistycznej „zaplutym karłem reakcji”.

Doskonałą ilustracja mojej tezy jest autobiografia Stefana Dąmbskiego pt. Egzekutor. Autor opisuje w niej swoją działalność jako likwidatora wrogów państwa podziemnego. Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować fragment ze strony wydawcy tej pozycji https://ksiegarnia.karta.org.pl/produkt/egzekutor-3/

Stefan Dąmbski w zachodniej strefie okupacyjnej w Niemczech, 1947; źródło: fotografia ze zbiorów rodzinnych

Stefan Dąmbski jako 16-letni żołnierz AK został egzekutorem – wykonywał wyroki na polskich kolaborantach, Niemcach, Ukraińcach, a później także na przedstawicielach nowej władzy. Jego spisana pod koniec życia spowiedź wciąż budzi kontrowersje. Z jednej strony jest świadectwem skrajnego poświęcenia dla Ojczyzny, z drugiej – pozbawionym emocji samooskarżeniem mordercy. Stawia pytanie o cenę wojennego bohaterstwa i granice patriotyzmu. Z biegiem lat jej antywojenne przesłanie zyskuje na znaczeniu.

Książka ta została wydana w Polsce w 2010 roku i została krytycznie przyjęta przez środowiska żołnierzy Armii Krajowej. Sam autor zaś po wojnie znalazł się w USA. W 1993 roku popełnił samobójstwo. Być może nie mógł poradzić sobie z ciążącymi mu wyrzutami sumienia, a być może wpływ na jego decyzję miała zaawansowana choroba nowotworowa…

Armia Krajowa została rozformowana 19 stycznia 1945 roku. Jej ówczesny dowódca (komendant główny AK)-  generał Leopold Okulicki wydał rozkaz rozwiązujący Armię Krajową. Jednocześnie Okulicki w tym samym dniu skierował do najwyższych dowódców AK tajny rozkaz, w którym polecił im nie ujawniać się. Ich zadaniem miało być zachowanie małych, dobrze zakonspirowanych sztabów i całej sieci radiowej. Oczywiście zrobił to z obawy przed będącymi na terenie Polski Sowietami, a nie przed Niemcami, którzy wtedy nie stanowili już realnego zagrożenia i byli w głębokiej defensywie.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla przeważającej większości Polaków dzień 14 lutego od co najmniej dwóch dekad kojarzy się z walentynkami. Ja jednak nie jestem zwolennikiem importowanych „świąt”, zwłaszcza w sytuacji, gdy mamy swoją słowiańską Noc Kupały (21/22 czerwca). Poza tym kochać swoją drugą połówkę i dbać o nią należy przez cały rok, a nie tylko od wielkiego dzwonu.

Dla mnie ten dzień to przede wszystkim rocznica powstania Armii Krajowej i pielęgnowania pamięci o ludziach z nią związanych. Mam nadzieję, że tym krótkim wpisem zdołałem choć trochę uczcić tę organizację i jej bohaterskich członków.

Opaska noszona przez żołnierzy Armii Krajowej; domena publiczna


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *