Fińscy żołnierze (źródło: GettyImages)

Talvisota, sisu, motti. Te trzy fińskie słowa mówią bardzo wiele o konflikcie radziecko-fińskim, który wybuchł 30 listopada 1939 r. i trwał równo 105 dni. Do historii przeszedł  jako wojna zimowa i pokazał całemu światu, że nie zawsze ten mniejszy i słabszy jest skazany na porażkę.

Finlandia to kraj praktycznie nieznany większości naszych rodaków. Jeśli z czymś nam się kojarzy, to głównie z siedzibą św. Mikołaja w Rovaniemi oraz z firmą Nokia.

Bardzo szkoda, że na temat tej krainy tysiąca jezior wiemy tak mało, gdyż momentami historia Finlandii była podobna do dziejów naszej ojczyzny, zwłaszcza w XIX i w XX stuleciu. Finlandia straciła niepodległość w XIII wieku na rzecz Szwecji, od której została oderwana na początku XIX stulecia po przegranej wojnie Szwecji z Rosją i znalazła się na ponad 100 lat w orbicie wpływów państwa carów. W praktyce po prostu zamieniła jednego pana na drugiego. Tak było aż do końca I wojny światowej, kiedy to  w końcu uzyskała niepodległość, której (podobnie jak II RP) po ponad 20 latach musiała bronić. Dnia 30 listopada 1939 r. rozpoczęła się trwająca 105 dni Talvisota, czyli wojna zimowa. Finlandia musiała walczyć o swoją niepodległość z ZSRR, który planował zakończyć wojnę w ciągu kilku tygodni. Pewność siebie Sowietów była tak wielka, że w przypływie pychy Wiaczesław Mołotow deklarował zdobycie Helsinek przed końcem roku 1939 tak, aby 18 grudnia mógł wznieść w fińskiej stolicy toast z okazji przypadających wtedy urodzin Stalina.

Na papierze wszystko wydawało się jasne i oczywiste: Finowie nie mają żadnych szans i zostaną bezlitośnie zgnieceni. Przewaga radziecka była bezdyskusyjna: do ataku ruszyło ponad 450 tysięcy żołnierzy wspartych kilkoma tysiącami czołgów, lotnictwa i artylerii. Fińskie siły wynosiły 230 tys. żołnierzy (w chwili rozpoczęcia wojny było to zaledwie 30 tysięcy żołnierzy), około 60 czołgów i 120 samolotów. Są też jednak źródła twierdzące, że nie posiadali oni w ogóle czołgów! Na rozkaz Stalina została powołana Fińska Republika Demokratyczna, na której czele miał stanąć komunista Otto Kuusinen. Wydawało się, że dni Finlandii są policzone. Po raz kolejny okazało się jednak, że teoria niekoniecznie ma odzwierciedlenie w praktyce, a działania wojenne rządzą się swoimi prawami.

Ale po kolei.

Baron Carl Gustaf Emil Mannerheim (1867 – 1951), marszałek i wódz naczelny fińskiej armii (źródło: Hulton Archive /GettyImages)

Zgodnie z tajnym protokołem paktu Ribbentrop – Mołotow, Finlandia znalazła się w radzieckiej strefie wpływów. W październiku 1939 r. rząd radziecki wystąpił do Finów z żądaniami przesunięcia granicy o 25 kilometrów na północny zachód. Poza tym zażądał rozbrojenia linii Mannerheima (linia ta, rozciągająca się pomiędzy Zatoką Fińską a jeziorem Ładoga, była zespołem umocnień budowanym przez Finów od lat 30.,mającym chronić ich od ataku ZSRR) i wydzierżawienia na 30 lat półwyspu Hanko. Ze swej strony Sowieci oferowali słabo zaludniony i nieatrakcyjny pod wieloma względami obszar Karelii. Finowie z oczywistych względów nie mogli się zgodzić na takie warunki. Na to właśnie czekali Sowieci. 26 listopada 1939 Armia Czerwona ostrzelała leżącą na granicy z Finlandią wieś Mainila, oskarżając o to Finów. Incydent stał się pretekstem do napadu Związku Sowieckiego na Finlandię. Jednak Maavoimat (armia fińska) stanęła na wysokości zadania. Fińscy żołnierze mieli bardzo wysokie morale, byli doskonale zgrani i świetnie znali teren.

Dało wtedy o sobie znać także sisu. To fińskie słowo oznacza uparte trwanie i opór wbrew wszelkim przeciwnościom. Najlepszym przykładem jest słynna odpowiedź porucznika Aarne Juutilainena (jednego z wielu fińskich bohaterów tej wojny), który podczas bitwy o Kollaa na pytanie generała Hägglunda „Czy Kollaa się utrzyma?” odparł: „Kollaa wytrwa”. To właśnie kwintesencja sisu, wyraz wytrwałości i determinacji w obliczu zbliżających się trudności lub kryzysu.

Agresja ta pokazała w pełni słabość Armii Czerwonej, zaś Finom przysporzyła sympatii w całej Europie. Rosja radziecka została potępiona na forum międzynarodowym i usunięta z Ligi Narodów. Tego rodzaju reperkusje nie spadły na III Rzeszę po aneksji Czechosłowacji czy najeździe na Polskę, ale tylko dlatego, że w 1933 r. III Rzesza sama wystąpiła z Ligi Narodów.

Fiński patrol narciarski ścigający oddział rosyjski, styczeń 1940 r. (fot. archiwa wojenne Finlandii/WikimediaCommons/domena publiczna)

Ewenementem było to, że do pomocy Finom garnęli się żołnierze obu walczących stron, tzn. wspierali ich zarówno Niemcy, jak i np. Brytyjczycy (nominalnie przecież wrogowie)! Bez cienia przesady można powiedzieć, że był to dla tego niewielkiego państwa czas chwały. Uczciwie należy jednak zaznaczyć, że pogoda wyjątkowo sprzyjała też obrońcom (czyli odwrotnie niż nam w kampanii wrześniowej – po więcej szczegółów zapraszam do mojego artykułu). Szybko nadeszła bowiem mroźna zima, do której Finowie byli świetnie przygotowani: mieli białe maskujące mundury, poruszali się na nartach, które był najlepszym środkiem służącym do szybkiego przemieszczania się w tamtych warunkach. Sowieci zaś nie mieli ciepłych mundurów (które dodatkowo miały kolor zielony, a więc dobrze widoczny na tle śniegu). Walczyli tam żołnierze z republik południowych, a więc nienawykli do tak mroźnej pogody. Racje żywnościowe Armii Czerwonej także nie były wystarczające, zaś nieznajomość terenu spowodowała, że nie mogła ona wykorzystać swych atutów – nieprzebrane lasy poprzecinane rzekami i jeziorami oraz brak dobrych dróg skutecznie powstrzymywały wojska pancerne i artylerię. Nawet piechota nie mogła wykorzystać swej przytłaczającej liczebności, która przestawała mieć znaczenie w wąskich ścieżkach, przesiekach, wąwozach itp. Sama linia Mannerheima także okazała się być zaporą nie do przejścia. Przez 3 miesiące skutecznie powstrzymywała ona Armię Czerwoną przed wtargnięciem w głąb kraju.

Stalinowska czystka w armii w roku 1938 przyniosła opłakane skutki. Radziecki dyktator słynął z chorobliwej wręcz podejrzliwości i doszukiwania się wszędzie spisków, ale pewne jest, że wielu jego wojskowych miało kontakt z dowództwem niemieckim (ZSRR udostępniało w latach. 20. I 30 . swoje bazy i poligony Niemcom), a niektórzy faktycznie mogli popierać lub patrzeć przychylnym okiem na nazistów. Koniec końców, w chwili agresji na Finlandię zabrakło doświadczonych oficerów (zostali zabici), zaś obecni tam dowódcy nie stosowali właściwie żadnej taktyki – trudno bowiem za taką uznać masowe nacieranie żołnierzy na pozycje fińskie, które tylko na to czekały. Był to właściwie zbiorowy wyrok śmierci dla radzieckich sołdatów. Nie mogli oni się cofnąć bądź zdezerterować, gdyż na tyłach frontu czekały na nich oddziały NKWD, gotowe natychmiast zabić „tchórzy i maruderów”. Fińscy dowódcy musieli zmieniać załogi obsługi karabinów maszynowych, gdyż zdarzało się, że żołnierze nie wytrzymywali psychicznie zabijania w krótkim czasie setek, a nawet tysięcy wrogów. Być może to stąd wzięło się słynne zdanie wypowiedziane przez jednego z fińskich żołnierzy: Mój Boże, tylu Rosjan! Gdzie my ich wszystkich pochowamy? Jak widać poczucie humoru (i co z tego, że wisielczego?) nie opuszczało fińskich wojaków. Mieli oni świetną broń palną (karabiny Suomi), która przewyższała radziecką i była dostosowana do niemalże polarnych warunków pogodowych.

Fińscy żołnierze obsługujący ciężki karabin maszynowy (źródło: domena publiczna)

Doskonałym sposobem fińskich żołnierzy na czołgi była butelka z benzyną – tak właśnie narodził się koktajl Mołotowa, którego nazwa była aluzją do buńczucznych zapowiedzi radzieckiego ministra dotyczących szybkiego podboju kraju i świętowania w Helsinkach. Koktajl Mołotowa zrobił zresztą sporą karierę. Był stosowany m.in. w powstaniu warszawskim.

Gdy zaś należało unieszkodliwić większą kolumnę wojsk, to stosowana była tzw. taktyka motti, którą można przetłumaczyć jako „kocioł”. Polegała ona na tym, że rozciągniętą linię wroga atakowało znienacka wiele grup Finów, które przerywały jej ciągłość i szybko likwidowały odcięte grupki wroga („kotły”), po czym jeszcze szybciej znikały w nieprzebranych lasach.

Finowie wykorzystywali do maksimum wszystkie słabości wroga. Lubili atakować zwłaszcza kuchnie polowe Sowietów, aby pozbawić ich ciepłego posiłku i sprowokować do picia wódki – jedynej rzeczy, która mogła (choć czasowo i zdradliwie) ogrzać ich w tych warunkach.

Należy dodać także, że posiadali świetnych dowódców, na czele z marszałkiem Carlem Gustafem  Mannerheimem, który za młodu służył w wojsku carskim i znał sposób myślenia rosyjskich wojskowych. To on był pomysłodawcą słynnej linii umocnień, zasieków, zapór przeciwczołgowych i pól minowych swego imienia, która przysporzyła czerwonoarmistom tyle trudów i klęsk.

Podczas tych dni chwały narodziło się wielu bohaterów.

Simo Häyhä (źródło: Wiki)

Najsłynniejszym z nich był Simo Häyhä pseudonim „Biała śmierć”. Był to strzelec idealny – zaznajomiony z bronią palną od najmłodszych lat (polowania), seryjnie wygrywał wszystkie konkursy strzeleckie w armii fińskiej. Dzięki długiemu treningowi i wrodzonym talentom był on w stanie trafić 16 celów na minutę z odległości ponad 150 metrów. Poza tym miał idealne warunki do bycia wybitnym strzelcem: był niewysoki (niecałe 160 cm wzrostu), o drobnej budowie ciała, potrafił się świetnie maskować w terenie. Działał w ekstremalnych warunkach, przy temperaturach sięgających -40°C. Aby wróg nie dostrzegł pary z ust w czasie przebywania w ukryciu, Simo przeżuwał śnieg. Ubierał się na biało i stąd zapewne wziął się jego przydomek. Zasłynął tym, że strzelał nie używając lunety optycznej, ponieważ ta wymagała uniesienia przez strzelca głowy oraz w pewnych sytuacjach odbijała światło (dawała refleksy świetlne), które mogły zdradzić pozycję zamaskowanego strzelca. Polewał też wodą śnieg, aby podmuch wystrzału nie zdradził jego pozycji poprzez uniesienie śnieżnego pyłu, zaś u wylotu lufy formował grudkę śniegu, która działała jak prymitywny tłumik. Do legendy przeszły jednak przede wszystkim wyczyny Fina. Häyhä to najskuteczniejszy snajper w historii dotychczasowych zmagań wojennych. Z karabinu snajperskiego Mosin M28/30 zabił 505 czerwonoarmistów, zaś z pistoletu maszynowego Suomi i oraz pistoletu Lahti L-35 zlikwidował kolejnych 200 wrogów, co daje mu w sumie 705 trafień – jest to rekord do dziś przez nikogo niepobity. Sowieci szybko zdali sobie sprawę, że poluje na nich nieuchwytny strzelec. Za jego likwidację wyznaczyli nagrodę. Sprowadzili też najbieglejszych snajperów z różnych rejonów Syberii. Wszystko na próżno – Häyhä okazał się lepszy i zabił ich wszystkich. Jego akcje wpływały demoralizująco na oddziały ZSRR. W końcu jednak został postrzelony w szczękę, ale zanim stracił przytomność, zdołał zabić jeszcze napastnika. Fin przeżył, ale został oszpecony do końca życia. Pomimo tak wielkich sukcesów na polu walki pozostał skromny. Twierdził, że sekretem jego niezwykłych umiejętności strzeleckich jest ciągła praktyka, zaś wszystkie powierzone mu zadania starał się robić najlepiej jak to tylko możliwe.

Lauri Törni (źródła: archiwum wojenne Finlandii/GUMMERUS-Kallonen-Sarjanen/Leijonamieli 2002/kolor: VesteriWikimediaCommons/domena publiczna)

To niejedyny świetny fiński strzelec. Następnym diamentem był Lauri Törni, powszechnie uważany przez Finów za najlepszego żołnierza, jaki kiedykolwiek służył w ich armii na przestrzeni dziejów. Wysportowany i szaleńczo odważny podejmował się najcięższych misji i dokonywał rzeczy pozornie niemożliwych. Potrafił na przykład przekraść się na tyły wroga, odbić jeńców, przechwycić potrzebną dokumentację i na koniec wrócić do swojej bazy. Mimo bardzo młodego wtedy wieku, został dowódcą oddziału wykonującego brawurowe i szaleńcze misje na terenie wroga. Pod jego rozkazami służył m.in. przyszły prezydent Finlandii Mauno Koivisto. Celem życiowym Törniego była walka z Sowietami. Poświęcił się jej bezgranicznie. Tak bardzo, że wstąpił nawet do armii Hitlera, aby po ustaniu działań wojennych w Finlandii móc dalej walczyć ze znienawidzonym wrogiem… Po zakończeniu drugiej wojny światowej spędził kilka lat w więzieniu za współpracę z Niemcami (zostało to podciągnięte pod zdradę państwa). Po wyjściu wyjechał do USA, wstąpił do tamtejszej armii jako Larry Thorne i zginął (lub zaginął) podczas wojny w Wietnamie.

Jorma Sarvanto (źródło: domena publiczna)

Kolejnym fińskim herosem tej wojny był najlepszy pilot Jorma Sarvanto. Jego dokonania do dziś budzą szacunek i respekt. Został on uznany najlepszym pilotem tego konfliktu zbrojnego. Lotnictwo fińskie nie mogło się równać z radzieckim zarówno pod względem ilości maszyn, jak i ich jakości (zaawansowania technicznego). Od pierwszego dnia wojny radzieckie bombowce przeprowadzały naloty na fińskie miasta, nie wyłączając Helsinek – stolicy kraju. Gdy 6 stycznia 1940 r. pojawiła się eskadra 8 bombowców, poderwany został tylko jeden fiński myśliwiec, za którego sterami zasiadł właśnie porucznik Sarvanto. Zdołał on dogonić powracające z bombardowania Kuopio radzieckie samoloty. W ciągu 4 minut strącił 6 maszyn –uratowała się tylko jedna, ale tylko z tego powodu, że Finowi skończyła się amunicja (przed Sarvanto jeden radziecki bombowiec strącił inny fiński pilot, który był już wtedy w powietrzu, a na wroga natknął się przypadkiem). Wyczyn ten jest jeszcze bardziej niesamowity, gdy uświadomimy sobie, że sprowadzał się on do zbliżenia się na odległość 50 – 100 m od wrogich maszyn, ostrzelania ich z kaemów (karabinów maszynowych) i przetrzymania nieprzyjacielskiego ognia. Wyczyn ten przysporzył mu sławy i wielkiego uznania. To pierwszy as myśliwski, który w czasie trwania II wojny światowej odniósł 10 zwycięstw powietrznych.

Jednakże Finlandia miała też ciemną kartę w tamtym czasie, o której zdawkowo wspomniałem kreśląc sylwetkę Törniego. Mam na myśli współpracę z III Rzeszą. Co prawda Finlandia nie była zaliczana do Państw Osi (Niemcy, Włochy, Japonia), nigdy też nie wspomagała oficjalnie Niemiec w działaniach wojennych ani nie zgodziła się oddać na pewną śmierć swojej diaspory żydowskiej. Niemniej niemalże do końca wojny utrzymywała przyjazne stosunki z państwem Hitlera – sytuacja ta trwała aż do 1944 r., kiedy to było jasne, że Niemcy wojny nie wygrają i wtedy Finlandia zdecydowała się nawet wypowiedzieć im wojnę. Do tego czasu niektórzy żołnierze fińscy szkolili się w Niemczech lub mieli niemieckich instruktorów, którzy szkolili wojsko fińskie na miejscu (w Finlandii). Zaś znaczna część dowódców wojskowych, na czele z Hugo Viktorem Östermanem (generałem, generalnym inspektorem piechoty oraz dowodzącym Armią Przesmyku Karelskiego), była absolwentami niemieckich uczelni wojskowych.

Generał Hugo Viktor Österman (źródło: domena publiczna)

Umundurowanie armii fińskiej dziwnie przypominało zaś mundury żołnierzy Wehrmachtu… Oprócz tego na terenie Finlandii istniały też obozy dla jeńców radzieckich, które bardziej przypominały obozy koncentracyjne. Nie miały one co prawda komór gazowych czy pieców krematoryjnych, ale praca ponad siły i głodowe racje żywnościowe zebrały wśród osadzonych wysokie śmiertelne żniwo. Swoje obozy na terenie Finlandii mieli też Niemcy.

Jednym ze skutków działań wojennych uderzających bezpośrednio w społeczeństwo Finlandii był też wzrost spożycia alkoholu (zwłaszcza wśród mężczyzn), który nawet i przed wojną był stosunkowo wysoki. Problem używek jest jednak zmorą każdej armii, dlatego być może kiedyś poświęcę temu tematowi osobny wpis. Ostatecznie armii radzieckiej udało się przedrzeć w głąb kraju (Finom zaczął dawać się we znaki brak amunicji, poza tym nie mogli liczyć na szerszą i oficjalną pomoc międzynarodową), ale zawarty rozejm pozwolił Finlandii zachować niezależność za cenę spełnienia żądań ZSRR wysuniętych przed wybuchem tego konfliktu zbrojnego. Sowietom nie udało się zainstalować rządu komunistycznego Otto Kuusinena. Był to wielki sukces tego małego kraju, z czego doskonale zdawał sobie sprawę Stalin. Dlatego też niedługi czas potem Armia Czerwona ponownie zaatakowała Finlandię. Była to tzw. wojna kontynuacyjna trwająca w latach 1941-1944. Ostatecznie Finowie zostali zmuszeni do zawarcia rozejmu, redukcji swoich sił zbrojnych i oddania okolic prowincji Petsamo. Jednak znów zadali bardzo duże straty Armii Czerwonej i przede wszystkim zachowali niepodległość. Sowieci w czasie wojny zimowej stracili ponad 200 tysięcy żołnierzy (przy 25 tysiącach poległych Finów), a sam Nikita Chruszczow mówił o stratach nawet milionowych! Ostatecznie Związek Radziecki zagarnął około 10% terytorium kraju. Jako ciekawostkę mogę dodać, że Finlandia jest jedynym krajem, który w całości spłacił odszkodowania za drugą wojnę światową.

Terytoria utracone przez Finlandię na rzecz ZSRR (źródło: Jniemenmaa – praca własna; CC BY-SA 3.0)

Te stosunkowo niewielkie konsekwencje wobec potężnego sąsiada, a zwłaszcza zachowanie niepodległości, miały jednak swoją cenę. Mam tu na myśli tzw. finlandyzację, czyli ograniczenie swobody Finlandii dotyczącej prowadzenia polityki zagranicznej w zamian za nieingerencję ZSRR w sprawy wewnętrzne.  Chociaż więc Finowie nie należeli do bloku państw komunistycznych, to jednak nie mogli działać na szkodę ZSRR i np. należeć do NATO. W praktyce oznaczało to m.in. to, że ze stanowiska musiał ustąpił Mannerheim, który był kojarzony z Niemcami. Finlandia z pewnością nie mogła rozwinąć skrzydeł na niwie międzynarodowej, dlatego też postawiła na rozwój wewnętrzny. Nie przyjęła planu Marshalla, została za to członkiem stowarzyszonym (razem z Jugosławią, Meksykiem i Irakiem) Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG) – był to oczywiście ukłon w stronę ZSRR. Prowadzenie takiej polityki wraz z upływem czasu przyniosło dobre owoce –mam tu na myśli zwłaszcza edukację i gospodarkę – co spowodowało, że dziś państwo Finów słynie z najlepszego systemu edukacyjnego na świecie, ma bardzo dobrze rozwiniętą ekonomię i bogate społeczeństwo korzystające z różnych udogodnień socjalnych, a także (co niezmiernie ważne) wygrywa w rankingach zadowolenia z życia, tzn. jest najszczęśliwszym krajem świata według ich mieszkańców.

Krajobraz Finlandii, widok na Kuopio, miasto w środkowej części kraju (źródło: JaniSnellman / Pixabay)

Pozwolę sobie teraz powrócić do poruszonej przeze mnie na początku tego wpisu uwagi dotyczącej paralelności losów naszych krajów w XIX i w XX wieku. Ilekroć zastanawiam się nad tą kwestią, to za każdym razem nachodzi mnie myśl o tym, czy możliwa była finlandyzacja Polski – a właściwie PRL – w czasach zimnej wojny. Zdaję sobie sprawę, że mentalność polska i fińska znacząco różnią się od siebie: my jesteśmy bardzo przywiązani do wolności i suwerenności i alergicznie reagujemy na wszelkie próby narzucenia bądź ograniczenia nam czegokolwiek. Z drugiej strony, chyba czasem brak nam realizmu i trzeźwej oceny sytuacji. Wikłamy się w niemożliwe do wygrania powstania, walczymy za wolność wielu narodów, ale na uzyskanie naszej własnej brakuje nam sił i środków…

Finlandia nie wzniecała powstań narodowowyzwoleńczych, nie szafowała tak hojnie krwią swoich synów. Wykazała się cierpliwością. Dzięki temu przez większość czasu zachowała szeroką autonomię w państwie carów. Nie przyjęła zgubnych praktyk rozpowszechnionych w Rosji, tzn. łapówkarstwa. Kierowała się zawsze poczuciem realizmu. Gdy wypowiedziała wojnę III Rzeszy w 1944 r., to zrobiła to m.in. po to, aby przypodobać się ZSRR i ocalić w ten sposób niepodległość swojego państwa. Był to zresztą jeden z warunków rozejmu 1944 r. kończącego wojnę kontynuacyjną. Jeśli trzeba było, to potrafili odwołać polityków nieprzychylnych swojemu komunistycznemu sąsiadowi – nie chcieli w ten sposób drażnić radzieckiego lwa.

Polska jednoznacznie postawiła na konfrontację zarówno z Rosją (czasy caratu), jak i z ZSRR. Nieufność i niechęć do komunistów była powszechna zarówno wśród członków rządu londyńskiego na uchodźstwie, jak i wśród zwykłych obywateli. Chociaż nie można mieć pewności, czy Stalin kiedykolwiek poważnie myślał o finlandyzacji Polski, to sądzę, że warto, chociażby dla poszerzenia horyzontów i okazji do wzniecenia zajmującej dyskusji w gronie znajomych, zapoznać się z książką Eugeniusza Guza pod tytułem „Londyński rodowód PRL”.

Sami polscy komuniści mieli rozbieżne opinie na temat tego, jak po wojnie powinien wyglądać i funkcjonować nasz kraj. Z jednej strony Wanda Wasilewska chciała uczynić Polskę 17 republiką Kraju Rad, z drugiej zaś grupa skupiona wokół Władysława Gomułki walczyła o jak największą odrębność od ZSRR i narodowy charakter PRL. To jednak jeszcze jeden temat, który domaga się odrębnego wpisu. Dziś Finlandia jest członkiem Unii Europejskiej (od 1995 r.) z dwoma językami urzędowymi: fińskim i szwedzkim. Przyjęła też euro jako swoją walutę. Chociaż nie ma już Rosji sowieckiej, to jednak do tej pory nie przystąpiła do NATO, przezornie dbając o zachowanie polityki równowagi pomiędzy Zachodem, a potężnym wschodnim sąsiadem.

Zorza polarna w Finlandii (źródło: Shutterstock)


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *