Krzyż templariuszy; źródło: domena publiczna

Temat dzisiejszego wpisu został zapowiedziany z wyprzedzeniem, więc niespodzianki być nie mogło. Poza tym wybór dziejów akurat tego zakonu wydaje się być dla mnie oczywisty – świetnie pasuje do właśnie zaczynających się wakacji, gdyż jest mieszanką historii, tajemnic, niedomówień, spisków i legend. To istna kopalnia tematów i motywów dla wszelkiej maści teoretyków spiskowych. Ja jednak będę starał się udowodnić, że  nie trzeba odwoływać się do wątpliwych teorii i opowieści, aby pokazać, że dzieje zakonu bez tego typu „upiększeń” były wystarczająco fascynujące. Skupię się zwłaszcza na powstaniu zakonu, zaś proces templariuszy w zasadzie pominę, wspominałem już o nim we wcześniejszym wpisie.

Uczciwie przyznać trzeba, że początki zakonu giną w mrokach dziejów. Co prawda znana jest data założenia zgromadzenia (1119 r.) i towarzyszące jej wydarzenia. Są one z pewnością podkolorowane, gdyż spisane kilka pokoleń później. Tak naprawdę powstanie templariuszy było niezauważalne dla ówczesnych kronikarzy, zarówno chrześcijańskich, jak i muzułmańskich.

Rysunek przedstawiający templariusza; źródło: Charles Hamilton Smith/domena publiczna

W tamtym czasie istnieli już joannici (zakon ten został założony w 1048 r., choć papież uznał go oficjalnie dopiero w 1113 r.), ale było to kropla w morzu potrzeb chrześcijańskich królestw znajdujących się na terenie Ziemi Świętej i Outremer. Ta francuska nazwa dosłownie znaczy „Zamorze” i obejmuje wszystkie obszary zdobyte przez krzyżowców w czasie pierwszej krucjaty (1096 – 1099). Tereny te były zamieszkane przez ludność wieloetniczną oraz wyznającą różne religie, jednak z wyraźną przewagą muzułmanów. Były więc to ziemie wewnętrznie podzielone, nad którymi nikłe siły krzyżowców nie były w stanie zapanować. Chrześcijan było niewielu, gdyż duża część z nich wraz z końcem pierwszej krucjaty powróciła do Europy.

Do niespokojnej sytuacji społecznej doszły też klęski naturalne. W początkach XII wieku Syrię i Palestynę nawiedziły silne trzęsienia ziemi, które pochłonęły wiele ofiar. Dochodziło też do regularnych plag myszy i szarańczy, które niszczyły zbiory i powodowały klęskę głodu. Ten apokaliptyczny obraz został dopełniony przez niezwykłe zjawiska astronomiczne (np. krwistoczerwony Księżyc), które przerażały miejscową ludność i dawały jej do myślenia. Wyznawcy Mahometa zinterpretowali to wszystko jako gniew Allaha za podboje krzyżowców. Część z nich postanowiła napadać na przybywających z Europy do Ziemi Świętej pielgrzymów. W pewnym momencie w królestwach krzyżowców nie było żadnego bezpiecznego szlaku. Wszelkie podróże wiązały się z wielkim ryzykiem: sprzedaniem w niewolę przez muzułmanów lub śmiercią.

Hugon z Payns; źródło: Henri Lehmann/domena publiczna

Chrześcijanie musieli coś z tym zrobić, zwłaszcza że pątnicy stanowili pokaźną część przychodów młodych królestw. Łacinnicy postanowili chronić swoich pobratymców. Nie była to koncepcja nowa, choć rewolucję stanowiło to, że osoby duchowne mogły chwycić za broń. Było to pokłosie zjazdu krzyżowców w Nablusie (1120 r.), w którym postanowiono m.in., że „jeśli duchowny chwyta za broń dla ratowania własnego życia, nie będzie to obciążać jego sumienia”. Ta decyzja spowodowała, że stan duchowny stał się wkrótce najważniejszym elementem obrony państw łacińskich. Właśnie w takich okolicznościach na scenę wkraczają templariusze. Wiele miejsca poświęca im w swej Historii wydarzeń zamorskich Wilhelm z Tyru. Kronika ta powstała jednak kilkadziesiąt lat po założeniu zakonu, więc warto zachować ostrożność i nie brać dosłownie wszystkiego, co przytacza autor. Według jego relacji, w 1118 r. kilku rycerzy złożyło w obecności patriarchy Jerozolimy przysięgę życia według reguł benedyktyńskich, tzn. w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie. Zobowiązali się także do zapewnienia bezpieczeństwa na drogach. Tym samym zyskali przychylność króla jerozolimskiego Baldwina II, który podarował im za siedzibę dawną świątynię Salomona. Stąd też wzięła się nazwa zgromadzenia. Templariusze to dosłownie „świątynnicy”. Z czasem pojawił się ślub nakazujący walkę z niewiernymi. Papież Eugeniusz III pozwolił im naszyć na białe habity (symbol czystości) czerwony krzyż (symbol męczeństwa).

Pieczęć zakonu templariuszy; źródło: domena publiczna

Jeszcze mniej wiarygodnym źródłem są zapiski XIII-wiecznego biskupa Akki Jakuba z Vitry, który twierdził, że zakon templariuszy założyło 9 rycerzy, którzy przez 9 lat utrzymywali się tylko z jałmużny. Liczbę 9 należy tu traktować w sposób mistyczno-symboliczny, jako potrojenie 3, która w Biblii symbolizuje doskonałość. W rzeczywistości rycerzy-założycieli było kilkunastu, na czele z przyszłym pierwszym wielkim mistrzem Hugonem z Payns. W praktyce ślub ubóstwa nie odnosił się do całego zakonu, ale tylko do niektórych rycerzy. Nowi ochotnicy oddawali swój majątek zakonowi, co spowodowało, że szybko stał się on dość majętny. Darowizny stanowiły ważne źródło zamożności zakonu.

Templariusze uzupełniali się z joannitami, którzy dbali o opiekę medyczną osób pielgrzymujących. Oba zakony były międzynarodowe i teoretycznie mógł do nich przystąpić każdy szlachetnie urodzony człowiek. Jednak templariusze zaczęli się z czasem coraz bardziej militaryzować i w efekcie stali się poważną siła krzyżowców w walce z muzułmanami. Byli oni zobligowani do walki z niewiernymi. Cechował ich fanatyzm i szaleńcza odwaga, co w połączeniu z wysokimi umiejętnościami wojennymi uczyniło z nich głównych wrogów całego świata islamskiego.

Święty Bernard z Clairvaux; źródło: domena publiczna

U zarania swojej działalności templariusze zyskali protektora w osobie opata Bernarda z Clairvaux, najbardziej wpływowego zakonnika w Europie. To właśnie on dał podbudowę teologiczną uzasadniającą to, że osoba duchowna może być też rycerzem – obrońcą chrześcijaństwa. Warto także dodać, ze wuj Bernarda z Clairvaux – Andrzej z Montbard, był jednym z pierwszych templariuszy. W 1154 roku pełnił nawet funkcję wielkiego mistrza. To także może wyjaśniać poparcie tego świątobliwego mnicha dla nowo powstałego zakonu.

Zakon przeszedł pod opiekę papieża, co m.in. spowodowało, że nie musiał już płacić dziesięciny, ale mógł sam ją pobierać z własnych terenów. Pojawiło się więc jeszcze jedno źródło dochodu. Z czasem zakonnicy ci byli zwalniani z coraz większej liczby podatków. Podlegali tylko jurysdykcji kościelnej, a więc sądzić ich mógł tylko sam papież, a nie żaden władca świecki.

Świątynia wzniesiona przez templariuszy przy Fleet Street na XIX-wiecznym rysunku; źródło: domena publiczna

Rozrastała się struktura zakonu. Kolejne komandorie (dobra zakonne wraz z zamkiem i kościołem) przekroczyły obszar Outremer i pojawiły się we wszystkich chrześcijańskich państwach europejskich. Zbierali na tych terenach fundusze na kolejne krucjaty. Chociaż sami templariusze żyli z reguły skromnie, to majątek ich zakonu stanowiły: ziemie, niewolnicy (ale koniecznie niechrześcijanie, gdyż wyznawcy Chrystusa nie mogli nimi zostać), młyny, winnice i inne dobra ziemskie oraz duże ilości pieniędzy. To wszystko spowodowało, ze z czasem zajęli się bankierstwem – pierwszy zapisek o pożyczce pochodzi już z 1135 r. Pobierali odsetki, a więc zajmowali się lichwą, która była przecież zakazana przez Kościół.

Z drugiej strony słynęli jednak z uczciwości, solidności oraz dyskrecji. To spowodowało, że z czasem stali się bankierami królów i ostatecznie doprowadziło ich do zguby…

Francuska komandoria templariuszy w Villedieu; fot. Lionel Allorge, lic. CC-BY-SA 3,0

Zdążyli jednak zasłynąć także z wprowadzenia czegoś na kształt kart debetowych. Dana osoba wpłacała w komandorii swoją gotówkę, w zamian otrzymywała zaś fragment pergaminu z zaszyfrowaną informacją o kwocie i wpłacającym. Dokument taki był bezużyteczny dla osób postronnych – potrafili go rozszyfrować tylko templariusze. W efekcie człowiek mógł odbyć bezpieczną podróż (tzn. bez ryzyka utraty wcześniej zdeponowanego majątku). Kwotę zaś mógł wypłacić w każdej komandorii, oczywiście po uprzednim okazaniu zakonnikowi zaszyfrowanej wiadomości.

Templariuszy uważa się (moim zdaniem całkowicie słusznie)  za prekursorów bankowości.

Henryk Żeglarz; źródło: domena publiczna

Wieści o ogromnych bogactwach templariuszy przysporzyły im wielu wrogów, na czele z francuskim królem Filipem IV Pięknym. 13 października 1307 r. rozpoczęła się jedna z największych operacji policyjnych w dziejach (a na pewno największa w średniowieczu), która w efekcie przyczyniła się do upadku zakonu. Nie będę jednak rozwijał tego wątku, gdyż uczyniłem to w swoim poprzednim wpisie. Zaznaczę tylko, że nie wszyscy zakonnicy zostali zabici, a nawet nie wszędzie na terenie Europy byli prześladowani. Takim przykładem może być Półwysep Iberyjski. Tutaj bracia zakonni czynnie uczestniczyli w rekonkwiście, czyli odbijaniu terenów Hiszpanii i Portugalii z rąk muzułmanów. Po upadku zakonu templariuszy w tym drugim państwie został założony Order Chrystusa, który był niemal jawną kontynuacją poprzedniego zgromadzenia. Do tego nowego-starego zgromadzenia miał należeć m.in. Henryk Żeglarz – infant portugalski i jednocześnie wielki mistrz zakonu, twórca kolonialnej potęgi Portugalii.

Kaplica w Chwarszczanach; fot. Jan M., lic. CC-BY-SA 3,0

Na zakończenie warto wspomnieć, że mimo tylko dwóch wieków trwania, sława zakonu przetrwała do dnia dzisiejszego. Ma on związki także z naszym krajem. Templariusze w Polsce mieli w posiadaniu nawet 680 kilometrów kwadratowych ziemi. Zostali sprowadzeni przez Henryka Sandomierskiego, który powracał z krucjaty (1155 r.). Pierwsze nadania zawdzięczali Henrykowi I Brodatemu, który ofiarował im tereny w okolicach Oławy. Istniały komandorie w Chwarszczanach, Bolkowie, Leśnicy, Rurce, Sulęcinie, Myśliborzu czy Łukowie. Historycy szacują, że mogło ich być nawet 50. Na naszych ziemiach mogło przebywać około 200 zakonników, przeważnie pochodzenia niemieckiego. To dzięki nim – podobno – do Polski zawitała marchewka, a piraci stali się powszechnie kojarzeni z białą czaszką i dwoma skrzyżowanymi piszczelami.

Po kasacie templariuszy ich majątek w Polsce przejęli joannici. Ale to już temat na zupełnie inna historię…

Kaplica templariuszy w Chwarszczanach; fot. Lech Sołtysiak


1 Komentarz

Włodzimierz Tylman · 1 lipca 2022 o 09:43

Znakomity materiał, bardzo merytoryczny i głęboko udokumentowany, istotny dla historyków i entuzjastów. Świetnie się czyta. Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *